5 najczęstszych reakcji, gdy mówię, że robię burleskę

Niebawem miną 4 lata jak zajmuję się burleską i zazwyczaj nie ukrywam tego faktu przed nowo poznanymi osobami (tak, czasem z potrzeby atencji wyskakuję z tą informacją niepytana, ale nikt mnie jeszcze za to nie ochrzanił…). Reakcje zazwyczaj są pozytywne, jednak mam swoje TOP 5, które tu przedstawię i przy okazji rozprawię się z paroma mitami na temat burleski.

1. Ooo, super. Długo już tańczysz?

Kochani, szanowni, burleska NIE JEST TAŃCEM.

Ja wiem, że ta forma sztuki nie jest jeszcze bardzo popularna w Polsce i większość Polaków nie widziała prawdziwego burleskowego show na własne oczy, dlatego to nie tak, że mam pretensje o tą niewiedzę. Nigdy w życiu. Dlatego od razu prostuję – burleska to sztuka sceniczna, performance, który MOŻE zawierać w sobie elementy tańca (od baletu, przez jazz, aż po twerk), ale NIE MUSI i przede wszystkim nie jest gatunkiem tanecznym, w którym pojawiają się konkretne ruchy. Dlatego też nie mówimy, że jesteśmy tancerkami, a performerkami lub artystkami burleski.

Przy okazji – jeśli jakaś szkoła tańca albo grupa taneczna reklamuje kurs czy show pod nazwą “burleska”, ale w praktyce jest to sexy dance albo high heels z choreografią na krześle, ewentualnie z boa zawiniętym wokół szyi, to sorry, ale to nie burleska, a jedynie produkt inspirowany burleską.

2. Ale to należysz do jakiejś grupy tanecznej, w której trenujesz?

Co do przymiotnika “tanecznej” – jak wyżej. Co do reszty – nie, burleska to sztuka, którą wykonuje się solo (zdarzają się oczywiście duety albo wykony grupowe, czy nawet całe spektakle z występami burleskowymi, ale są to raczej wyjątki). Każda performerka to osobna “instytucja” posiadająca swój oryginalny repertuar numerów, które oferuje producentom show lub klientom chcącym zorganizować prywatne pokazy.

Kwestie treningów to sprawa totalnie indywidualna. Ja przygotowując nowy numer, spisuję sobie choreografię, a następnie ćwiczę ją tak długo aż zapamiętam i poczuję się z nią swobodnie. Poza tym staram się min. 3 razy w tygodniu odwiedzać siłownię 🙂

3. Czyli śpiewasz, jak w tym filmie z Aguilerą i Cher?

Mam nadzieję, że się nie rozczarujesz… Nie, nie śpiewam. Burleska to nie muzyka na żywo z ekipą tancerek, które robią za tło. Choć mamy na polskiej scenie kilka performerek, które wykonują numery ze śpiewem, to podobnie jak występy w grupach, są jednak w mniejszości (co nie zmienia faktu, że są fantastyczne na scenie).

Co do samego filmu “Burleska” – pokazana tam estetyka kostiumów jest bardzo bliska estetyce naszych, ale całość jest zdecydowanie czymś innym. Osobiście bardzo lubię ten film, tak samo jak Christinę Aguilerę i Cher, ale ponownie, jest to produkt tylko zainspirowany burleską.

4. Twój chłopak nie jest zazdrosny/pozwala Ci na takie coś?

Och, chyba moje ulubione… Ponieważ tutaj, moi drodzy, musimy dojść do sedna, które definiowało także odpowiedzi na trzy poprzednie reakcje – burleska jest burleską wtedy, kiedy się rozbieramy.

Tak, pokazywanie ciała jest na stałe wpisane w burleskę i żadne zaklinanie rzeczywistości tego nie zmieni. Wiele osób nadal myśli, że w burlesce chodzi o zrobienie “takiego ładniejszego striptizu” i podniecanie seksualne jak w klubach erotycznych, do których wieczorami naganiają nas panie hostessy. Dla mnie burleska i związana z nią nagość to forma sztuki, gdzie ciało jest narzędziem do opowiedzenia historii, która nie musi być wulgarna i kojarząca się wyłącznie z erotyką. Sztuka ma wywoływać emocje, nie zawsze te pozytywne, a ludzkie ciało może nie tylko podniecić, może też zasmucić, wzruszyć czy skłonić do refleksji.

Mój partner jest również artystą (zdolnym muzykiem i aktorem), dlatego doskonale rozumie, że w burlesce chodzi o coś więcej niż “goły tyłek”. Odpowiadając na pytanie – tak, “pozwala mi” (choć to stwierdzenie mnie strasznie denerwuje, bo nie jestem dzieckiem, a on nie jest moim ojcem, żeby mi na coś pozwalać), a wręcz opowiada o mnie z dumą i wspiera w rozwijaniu kariery jak tylko potrafi najlepiej.

5. A co na to Twoi rodzice?

Drugie ulubione. Tu nie będę się rozwodzić – moi rodzice nie należą co prawda do artystycznych dusz, ale widzą jak ważna jest dla mnie burleska i ile radości mi daje, dlatego również wspierają z całych sił. Poza tym świetnie się bawią na moich pokazach – ich faworytem jest numer Roxie zainspirowany musicalem “Chicago”.

Jeśli czytają mnie inne osoby zajmujące się burleską – może napiszecie jakie reakcje Wy słyszeliście?