Jak zaczęłam moją przygodę z burleską

Pierwszy wpis potraktuję trochę jak wpis do pamiętnika, bo komukolwiek bym nie opowiedziała tej historii, zawsze słyszałam, że jest wyjątkowa. A zatem kilka słów o tym jak to się stało, że w ogóle zaczęłam robić burleskę.

Karierowiczka

Wierzcie lub nie, ale nie zawsze chciałam występować na scenie. Owszem, marzyłam o sławie i rozpoznawalności, ale w innej branży, a konkretnie w… pisaniu. Od dziecka pochłaniałam hurtowe ilości książek i w wieku nastoletnim zaczęłam pisać własne powieści. Szczególnie ukochałam sobie fantastykę, później literaturę typu young adult i właśnie w tych gatunkach narodziły się moje pierwsze literackie dzieła.

Jednocześnie powtarzałam, że chcę być dziennikarką, najlepiej w jakimś kobiecym czasopiśmie albo w sekcji związanej z kobiecymi sprawami. Długo był to mój największy cel zawodowy, o ile nie największy cel w życiu – kariera, poczytność, rozpoznawalność i duma z tekstów, które będę tworzyć. W liceum z wielką pasją i zaangażowaniem tworzyłam szkolną gazetkę, na studiach byłam aktywnym członkiem Niezależnego Zrzeszenia Studentów, gdzie również tworzyłam nasz portal studencki, a następnie biuro ds. PR. i marketingu Wszędzie gdzie się dało, szukałam okazji do pisania. Zaliczyłam nawet kilkumiesięczną przygodę z portalem muzycznym , gdzie pisałam relacje z koncertów.

Pasja do pisania i cel zawodowy zmieniły nieco kierunek – odnalazłam się w marketingu i kolejne 3 lata poświęciłam na zdobywaniu doświadczenia w tym zakresie, zazwyczaj jednak były to tylko staże. W 2019 roku zaczęłam etat jako specjalistka ds. marketingu i pomyślałam sobie wtedy, że w końcu ten mój wieloletni cel się spełnił. Teraz zrobię karierę!

Niespodziewana miłość

Rok 2019 był też czasem, w którym spotykałam się z pewnym chłopakiem z Poznania (miałam w życiu taki epizod, że mieszkałam w tym “mieście doznań” i stąd wzięła się nasza znajomość). W któryś weekend zabrał mnie na spektakl “Karaluchy” na podstawie życiorysu Franza Kafki. Był to spektakl w malutkim, pół-amatorskim teatrze, na 3. piętrze jakiejś kamienicy. Doskonale pamiętam ten moment – siedzimy na widowni, jest zupełnie ciemno. Nagle zapala się światło, a na scenie, tyłem do nas stoi kobieta.

W tym momencie, absolutnie znikąd, bez wcześniejszych inklinacji scenicznych, w mojej głowie pojawiła się myśl “Chcę być na jej miejscu. Chcę być aktorką. Chcę być na scenie!”

Jednak aktorstwo jest zawodem wybitnie niewdzięcznym. Przekonałam się o tym, próbując zagłębić się w temat szkół, a potem możliwości pracy i wynagrodzeń. Nie chciałam byle jakiego aktorstwa w paradokumentach, pragnęłam SCENY i blasku reflektorów. Na jakiś czas “zaspokoiły” mnie warsztaty teatralne zakończone wystawieniem dwóch spektakli, ale czułam, że to za mało.

Pierwszy krok

Rok 2020 wywrócił wszystko do góry nogami. Większość z nas wykorzystywała łapczywie te krótkie chwile, gdy obostrzenia były luzowane, jak np. lato 2020. Mój ówczesny chłopak zobaczył wówczas post na Facebook’u, że w Gdańsku odbędzie się pokaz burleski. Nie wiedziałam jak to wygląda, nigdy nie oglądałam prawdziwej burleski, a jedynie film z Christiną Aguilerą i Cher. Ale powiedziałam “Dobra, chodźmy!”.

Poszliśmy na show, po którym absolutnie przepadłam. Piękno kostiumów, gracja w ruchach, kobiecy urok i czar… No po prostu miłość od pierwszego wejrzenia.

A zaraz potem brutalna świadomość, że może i potrafię grać, ale nie jestem najlepszą tancerką. Moje ciało, z natury niestety dość sztywne i kiepsko współpracujące, nie będzie w stanie robić takich pięknych póz na scenie, nie mówiąc o szpagatach czy jakichś fikołkach na krześle.

Jak bardzo się myliłam…

Kolejny lockdown pozamykał nas w domach, a performerka, którą widziałam wtedy na scenie, rozwijała swój kanał na YouTube. W jednym z filmów powiedziała zdanie, które stało się moim zapalnikiem – “do burleski nie trzeba być super rozciągniętym, nie trzeba być tancerką ani akrobatką”.

A więc nawet JA mogę być performerką?

Potem poszło błyskawicznie – zakup voucheru na kurs, zalążki pomysłu na debiut, prace nad numerem, weekendowa nauka podstawowych ruchów, potem nierówna walka z fryzurą, makijażem, elementami kostiumu… Wszystko po to, by 4 sierpnia 2021 roku na scenie gdańskiego pubu 107 narodziła się nowa performerka – Freya Flame.

Trudności

Nie zagłębiając się w szczegóły – po przygotowaniu 4 numerów droga moja i mojej nauczycielki rozeszły się. Zostałam sama, nie znając zbyt wielu osób w środowisku, niepewna co i jak robić dalej. Skupiłam się na treningach – taniec brzucha, sexy dance, balet, stretching, ćwiczenia siłowe, joga… Po pół roku takiego codziennego zapierdzielu zapłaciłam za to chorymi kolanami (szczęśliwie skończyło się tylko na zastrzyku z kwasu hialuronowego).

Jednocześnie bardzo trudno było mi wejść w środowisko, którego 95% mieszka w Warszawie i może spotykać się na show lub warsztatach. Próbowałam, pytałam, prosiłam. Najwięcej pomocy udzieliła mi Rose de Noir, o której dzisiaj mówię, że jest moją przyszywaną burleskową matką. Nauczyła mnie pracy z rekwizytami, zaprosiła kilka razy do wystąpienia na jej show, żebym zdobywała doświadczenia. Po około półtorej roku od debiutu podjęłam się produkcji mojego pierwszego show w pamiętnym 107. To był 22 marca 2023 roku. Spełniło się moje kolejne marzenie, a moja kariera burleskowa weszła na nowy etap.

Tylko do przodu

Od czasu mojego debiutu wiele się wydarzyło. Poznałam mnóstwo fascynujących osób, nawiązałam kilka współprac z lokalami w całej Polsce, zdefiniowałam na nowo siebie jako osobę. Jestem artystką, performerką, producentką, a przede wszystkim – sobą.

Idę już tylko do przodu.

A mój płomień świeci bardzo jasno.